A na działkach do wyłapania mam przynajmniej dziesięć kocic, co z tego, jak te baby nie chcą się łapać nawet na klatkę łapkę.
U mnie w domu raczej spokój. Kolorowe wysterylizowane, Druć troszkę przybrał i doktor mówi, że wygląda coraz ładniej. Ale ja się martwię. Bo w zasadzie bez przerwy leży na fotelu. Czasem grymasi przy jedzeniu. Boję się, że wyprowadzenie go na prostą to nie tylko kwestia wykarmienia.
A poza tym jest OK, Dodek mimo zapchanego nochalka wariuje - o właśnie ma głupawkę i biega, jak szalony. Pafni też się ożywił wiosennie, Bonus jak zbójem był, tak dalej jest. A Frania to jest absolutny hicior. Bystra, wojownicza, żywe srebro, a jednocześnie strasznie przylepna, kiedy się do mnie przytula, to całą sobą.
Moje własne koty też chyba OK. Ślepka wcina karmę nerkową, niedługo kolejne pobranie krwi, mam nadzieję, że kreatynina spadnie. A Małp jak Małp, wrzeszczy na Bonusa, próbuje lizać mnie po włosach i ogólnie pilnuje porządku w stadzie.
Na koniec dwa zdjęcia - Franeczka w wersji grzecznej i lekko potargany Drucik.

